N1352
Prezes Zarządu Fundacji Fort III Pomiechówek, prawnuk Wacława Jeżółkowskiego, ofiary niemieckich zbrodni w Forcie w Pomiechówku.
Wiosna 1943 roku, niemieckie więzienie w Działdowie. Przetrzymywani są w nim żołnierze Armii Krajowej z terenu północnego Mazowsza. Wśród nich jest Wacław Jeżółkowski, kierownik szkoły w Karolinowie. Jako więźniowie polityczni poddawani są przez gestapo licznym torturom: mogą wychodzić z cel tylko trzy razy dziennie na tzw. gimnastykę, będącą w rzeczywistości formą okrutnych ćwiczeń polegających na kręceniu się w kółko przez bardzo długi czas, robieniu intensywnych pompek, przenoszeniu ciężarów. Inną z upokarzających form traktowania jest posiłek, podczas którego więźniowie muszą podejść do stołu, gdzie otrzymują do miski gorącą zupę, z którą następnie strażnicy każą im biec w zębach do ławy, bijąc nieszczęśników po drodze. Po wszystkim mogą zjeść ocalałe resztki. „Prześcigali się gestapowcy w tym, żeby jak najbardziej wyrafinowane formuły tego cierpienia im tam zadać” – wspomina Piotr Jeżółkowski, prawnuk Wacława. Pod koniec maja 42-osobowa grupa więźniów zostaje wysłana z obozu w Działdowie do Pomiechówka, gdzie wszyscy usłyszą wyroki śmierci. Tylko jednemu z nich, za sprawą niezwykłego przypadku, uda się przeżyć egzekucję.
