Pliki do pobrania
N0375
Dziecko wojny, wraz z rodzicami i rodzeństwem więźniarka niemieckiego obozu pracy w Potulicach.
Jest listopad 1941 roku, Grodziczno na Warmii. Późnym wieczorem do domu państwa Dąbrowskich mieszkających z ósemką dzieci, wkraczają niemieccy funkcjonariusze. Rodzina dostaje dwie godziny na spakowanie się, nie otrzymuje jednak żadnych informacji jaki los ich czeka. Przymuszony przez Niemców sąsiad saniami odwozi ich na dworzec kolejowy w Nowym Mieście Lubawskim. Tam wszyscy zostają załadowani do bydlęcych wagonów. Po wielu dniach podróży w nieludzkich warunkach trafiają do niemieckiego obozu pracy w Potulicach. Tam rozpoczyna się tragiczny los rodziny wypełniony poniżeniem, ciężkimi chorobami i przymusową pracą na rzecz okupanta. „A myśmy jako dzieci byli zmuszeni, dwadzieścioro dzieci, jeden kapo nas brał i prowadził albo do lasu, żeśmy chrust wiązali, albo pokrzywy... Ja nie umiałam tego powrósła, bo chłopaki nam dawali takie te ze słomy i myśmy tym wiązali. Naokoło no to jakoś tam podłożyłam, ale potem tutaj zawinęłam, jakoś mi się tam udawało oszukać, że nie umiałam tego podłączyć i potem to się wszystko rozleciało. No ale dokąd się udawało. Pod koniec jednak Niemiec zauważył, że nie robię dokładnie, to jak mnie kopnął tym żelaznym swoim butem wojskowym, to do obozu po skończonej pracy na czterech wróciłam. Nie umiałam się wyprostować. I takie ciężkie belki do budowy, i takie po prostu cegły, ponad ludzkie, nasze dziecięce siły. Tak że to było wykończenie po prostu ludności i dzieci” – wspomina Pani Stanisława.

