N0889
Członek PPS-WRN, więzień stalinowski.
Obóz w Rembertowie gdzie NKWD więziło żołnierzy AK został zaatakowany w nocy z 20 na 21 maja 1945 r. przez oddział dowodzony przez ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichurę”. Część więźniów udało się odbić. Alfred Grabowski nie zdążył uciec. Po latach wspominał tamte chwile. Zapamiętał, że przed rozbiciem obozu codziennie z cel i miejsc przesłuchań wynoszono ciała 2-5 osób. Później, po wyłapaniu znacznej liczby uciekinierów, zmarłych i zakatowanych na śmierć każdego dnia wynoszono znacznie więcej. Wspominał też „szpitalik”, a raczej umieralnię zorganizowaną w budzie z nieszczelnymi ścianami z desek. Tam odwiedzał zaprzyjaźnionego współwięźnia – inżyniera. Człowiek ten w obozie chodził w oficerskich butach z cholewami. Kiedy trafiał na kolejne przesłuchania połączone z katowaniem, siepacze z NKWD bili go prętami pod pięty. Powstały rany, a z powodu opuchlizny buty nie dały się zdjąć. Szybko wdała się gangrena. Jedną nogę trzeba mu było potem amputować nad kolanem, a drugą poniżej kolana. Innego jego znajomego, pana Cholewińskiego, enkawudziści tak bili po głowie, że widać było potem jak fragment rozbitej czaszki pulsował trzymając się tylko na skórze…
