N0520
Warszawiak z pogranicza Woli i Śródmieścia, łącznik w Powstaniu Warszawskim, wysiedlony wraz z rodziną przez Dulag 121, po wojnie harcerz i członek młodzieżowej organizacji konspiracyjnej, sądzony i represjonowany, służbę wojskową odbył karnie w kopalni, wieloletni pracownik księgowości rolniczej, społecznik, działacz kombatancki, weteran.
Jest rok 1952. Janusz Zwoliński pracujący w księgowości administracji kombinatu rolniczego dostaje powołanie do wojska jako poborowy. Pozornie sytuacja jest typowa. Trafia do Wojskowej Komendy Uzupełnień w Słupsku, a stamtąd do Wałbrzycha. Jeszcze niczego złego się nie spodziewa. Zamiast do koszar przywożą ich do budynku, w którym kiedyś była szkoła. Dowiadują się, że są przeznaczeni do pracy w kopalni jako górnicy. Zamiast trzymiesięcznych wojskowych szkoleń rekruckich, szkoleni są przez dwa tygodnie, potem przysięga wojskowa i następnego dnia zjazd pod ziemię do pracy przy wyrębie węgla w kopalni „Mieszko” na tzw. przodku. Nie ma wątpliwości, że w przypadku Janusza jest to kara i zemsta socjalistycznej władzy za jego udział w młodocianej konspiracyjnej młodzieżowej organizacji. Pozostałych około trzystu żołnierzy-górników to zapewne podobne przypadki. Po latach wspomina: „Zawieźli nas na ścianę. Pierwsze wrażenie dla ludzi, którzy w życiu nie mieli nic wspólnego ani z kopalnią, ani ze Śląskiem, ani z górnictwem było makabryczne, no ale potem się okazało, że człowiek to takie zwierzę, że do wszystkiego się przyzwyczai. Opuszczając służbę wojskową mieliśmy zakaz mówienia komukolwiek o tym, w jakim rodzaju wojska służyliśmy. A żeby jeszcze gnębienie nas tą służbą podkreślić, naprawdę większość młodych ludzi w tamtym czasie była nastawiona patriotycznie i pozytywnie do wojska, to tu nas skierowano do pracy w kopalni i nie dano nam nawet nowych mundurów. Dostaliśmy sorty używane”.

