N0282
Ksiądz katolicki, urodzony w Grodnie, jako dziecko świadek zdobywania miasta przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 r., współdziałający z partyzantką AK w czasie okupacji niemieckiej, po wojnie poddawany represjom Urzędu Bezpieczeństwa.
Po ponad siedemdziesięciu latach od obrony Grodna przed Sowietami w 1939 r. ks. Jarosław Kozakiewicz pochyla się nad planem miasta, na którym pozaznaczał z pamięci ważne dla niego miejsca, porobił notatki. Opowiada o tym z trudem ukrywając emocje: „Tu ja dorysowałem… Dalej Trakt Napoleona, który szedł przez Skidel, Kamionkę, Szczuczyn i dalej do Moskwy. Tu wyrysowałem kawałek szosy lidzkiej, która była szutrowa, żeby dobrze pokazać, gdzie bronili się nasi. Tu była pierwsza prochownia, na ul. Legionowej, a tutaj było wysokie wzgórze. Tu właśnie był ten nasz karabin maszynowy, który siekł tych ruskich. Dosłownie padali jak zboże. Naszych tam było chyba dwóch, bo ja tylko dwóch widziałem. Kiedy skończyła się im amunicja, podnieśli ręce do góry, żeby poddać się. Sowieci jednego na bagnetach podnieśli do góry, drugi zaczął uciekać”. Ksiądz Jarosław pokazuje na planie miasta narysowaną przez siebie drogę jego ucieczki i opowiada dalej: „Uciekał przez pole, goniło go trzech sowieckich żołnierzy. Jak oni klękali strzelać, to on padał i strzelał do nich. Dwóch zastrzelił, a jeden go dopadł tutaj i zastrzelił. A tu nasz dom, były tu okna, dlatego było doskonale widać. Na tej ulicy zapaliły się dwa domy, bo tędy czołg sowiecki jechał i strzelał…”.
