N0030
Sędzia, skazany w stanie wojennym za działalność opozycyjną, emigrant polityczny w Australii od 1987 r.
Czerwiec 1982 roku, Zielona Góra. W gmachu Sądu Wojewódzkiego za chwilę rozpocznie się rozprawa zatrzymanych działaczy „Solidarności” Ziemi Świebodzińskiej. Wśród nich jest również Hubert Błaszczyk – sędzia Sądu Rejonowego w Świebodzinie. Teraz to jednak on będzie sądzony. Za chwilę wszyscy oskarżeni zostaną doprowadzeni na salę. Oto jak ten moment zapamiętał Świadek Historii: „Otoczka procesu była bardzo ciekawa i haniebna, bo jak nas przywieziono z aresztu przed gmach Sądu Wojewódzkiego, w kajdankach oczywiście, to ten sąd otoczony był oddziałami ZOMO z psami, tych psów od cholery, że tak powiem. Te psy wytresowane są do pogoni za więźniami, za zapachem więźnia. Jak te psy się rozszczekały, to to wyglądało jak w obozie. Jak w obozie. Coś nieprawdopodobnego. Ludzi nie było. Byli tylko ci, którzy dostali przepustki na salę. A więc tak, moja żona, moja siostra, jedna, druga, trzy osoby chyba z rodziny mogły dostać. Ale pierwsze dwa rzędy to oficerowie Służby Bezpieczeństwa, których większość znaliśmy”.
O „winie” oskarżonych decydować będzie Sąd Śląskiego Okręgu Wojskowego. Hubert Błaszczyk wie, że wyrok może przekreślić jego karierę sędziowską, nie spodziewa się jednak, że całkowicie odmieni jego życie i finalnie zmusi do opuszczenia Polski.
